
"Ja nigdy nie polubiłem pisania. Lubię sobie wymyślać,
lubię popatrzeć, jak jest gotowe. Natomiast wklepanie tego wszystkiego w
klawiaturę, ubranie w słowa, splecenie zdań w sceny – to robota nudna, nużąca,
nienawistna… I jednocześnie niezbędna."
Pilipiuk w wywiadzie przyznał się, że jest dyslektykiem:
"Przede wszystkim sadzę nieprawdopodobną ilość literówek i nie jestem w
stanie zgrać palców przy pisaniu na klawiaturze – piszę tylko dwoma. To bardzo
spowalnia."
Ale to nie przeszkadza mu pisać 3 książki rocznie. Gdy
przeżywa niemoc twórczą robi sobie przerwę i pisze coś zupełnie innego, np.
opowiadanie. Jak mówi:
"Takie przeskoki zabezpieczają do pewnego stopnia przed
syndromem wypalenia. Jeśli dopada mnie kompletna niemoc, to niestety trzeba
posiedzieć i przeczekać – na przykład coś poczytać. Wcześniej czy później wena
wraca. Mam spory zapas pomysłów."
Za to podczas weny pisarz szaleje:
"Myślę, że przy pisaniu niezwykle ważna jest wewnętrzna
dyscyplina. Są dni gorsze i lepsze, ale nie można uzależniać się od czegoś tak
kapryśnego jak natchnienie. Szał pisarski oczywiście miewałem. Było kilka
opowiadań, które napisałem od zmierzchu do świtu, nie odrywając się, siedząc
kilkanaście godzin przy komputerze. Kiedyś napisałem 190 stron w 12 dni. Parę
razy bywało, że napisałem ponad 30 stron jednego dnia."
I pomyśleć, że w szkole miał "pod górkę", jak sam twierdzi
"Lata szkolne ciągną się za mną jak smuga cienia."
Źródło: http://esensja.stopklatka.pl/ksiazka/wywiady/tekst.html?id=3469
Źródło: http://esensja.stopklatka.pl/ksiazka/wywiady/tekst.html?id=3469