poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Truman Capote - autor horyzontalny

 


Truman Capote uwielbiał pisać w łóżku. Mówił, że jest „autorem w pełni horyzontalnym.”

„Nie potrafię myśleć inaczej niż na leżąco. Obojętne, czy leżę w łóżku, czy rozciągnięty wygodnie na sofie, zawsze pod ręką mam papierosa i kawę. Muszę wydmuchiwać dym i popijać kawę. Gdy nadchodzi popołudnie, kawę zamieniam na herbatę miętową, później herbatę na sherry, a następnie sherry na martini”.

Pisał cztery godziny dziennie, a wieczorem lub następnego dnia rano nanosił poprawki. Często przed wersją ostateczną powstawały dwie sporządzone ołówkiem. Tekst finalny, pisany na maszynie którą trzymał na kolanach, również powstawał w łóżku.

Nie zaczynał ani nie kończył niczego w piątek.

Co ciekawe, w 94 proc. zapamiętywał dosłowną treść wszystkich rozmów, które przeprowadzał. Ta umiejętność ułatwiła mu napisanie powieści „Z zimną krwią”.

Norman Mailer powiedział o nim: „Truman Capote jest najdoskonalszym pisarzem mojego pokolenia. W Śniadaniu u Tiffany’ego” nie zmieniłbym nawet dwóch słów.”

W książce Piąta Aleja, piąta rano Sam Wasson pisze: „Truman pisał „Śniadanie u Tiffany’ego” w ten sam sposób, w jaki tworzył przeważającą większość swoich dzieł – z zimną, niemal naukową precyzją. Drwił z pisania pod wpływem impulsu i z pisarzy, którzy zawczasu nie przemyśleli całości dzieła, woląc zamiast tego planować, kombinować i znów planować, podczas gdy on w tym czasie temperował ołówek i pisał.”

środa, 29 lipca 2020

Jack Ketchum - kreator zła


Aby pisać powieści grozy, Jack Ketchum musiał wyobrażać sobie zło i kreować swoje mroczne postacie:

Kiedy piszesz, sprawdzasz, testujesz samego siebie. Każda postać, którą tworzysz, bez względu na to, czy jest to zły czy dobry bohater, czy pies, czy kot – każda postać wychodzi niejako z ciebie i posiada cząstkę ciebie. Inspiracje mogą pochodzić od przyjaciół, z pobliskiego baru, z telewizji, z książek, które czytasz. Jednak to tylko pomysły. Prawdziwy, emocjonalny wpływ, prawdziwa wartość, jaka płynie z twojej opowieści, pochodzi od ciebie. Dlatego, aby pisać, muszę również poczuć horror czy przemoc. Dlatego muszę przekopywać się przez samego siebie i szukać własnych demonów. Wszyscy moi źli bohaterowie mają coś, co sprawia, że są ludźmi. Nie opowiadam zbyt wielu historii z elementami nadprzyrodzonymi, bo brakuje w nich ludzkiego pierwiastka. Jeśli piszę scenę miłosną, muszę być choć trochę zakochany, a jeśli piszę scenę horroru, muszę znać uczucie grozy, bo inaczej nie będę w stanie jej wam przekazać.”

 Tak naprawdę nazywał się Dallas William Mayr i był agentem literackim. Dlaczego używał pseudonimu? Oto odpowiedź:

„Zanim zacząłem pisać, byłem agentem literackim. Było to trzy i pół roku wcześniej, ale i tak wydawcy wciąż mnie pamiętali. Wielu wydawców ufa agentom literackim. Są osobami, które jako pierwsze mówią: „tak, to jest całkiem niezłe”. Dlatego, kiedy napisałem moją pierwszą powieść „Poza sezonem”, pomyślałem, że o wiele szybciej otrzymam odpowiedź, jeśli ukryję prawdę i powiem, że znalazłem tego człowieka, Jacka Ketchuma. „Pamiętacie mnie, jestem agentem, Dallas Mayr. Znalazłem tego gościa, Jacka Ketchuma. Wydaje mi się, że wam się spodoba. Przeczytajcie i powiedzcie, co o nim myślicie”. I od razu to kupili. A później jeden z wydawców wyznał mi, że nikt nigdy nie widział książki z tak wielką dawką przemocy. Skoro więc była aż tak okrutna, zacząłem się zastanawiać, co moi rodzice by na to powiedzieli i tak dalej. Dlatego postanowiłem pozostać przy pseudonimie. Chciałem zobaczyć, jak sprawy się potoczą, a być może przy kolejnej okazji opublikować książkę pod własnym nazwiskiem, już jako Dallas Mayr. Ale Poza sezonem sprzedało się całkiem dobrze – około czterech tysięcy egzemplarzy w Stanach. Tak więc nikt nie czekał na nową książkę Dallasa Mayra – czekano na kolejną powieść Jacka Ketchuma.”

Źródło: "Rozmowy z autorami" lubimyczytać.pl

wtorek, 16 czerwca 2020

Marcel Proust - usiąść czy leżeć?


https://go.buybox.click/linkclick_1719_92?&url=https%3A%2F%2Fdadada.pl%2Fproust-marcel%2Cf46231
Marcel Proust to przykład cierpiącego pisarza. Dosłownie. Jego cierpienie wynikało z pozycji w jakiej pracował. Pisał wyłącznie w łóżku, leżąc prawie zupełnie płasko, jedynie z głową opartą na dwóch poduszkach. By sięgnąć po zeszyt, który miał na kolanach, musiał opierać się niewygodnie na jednym łokciu, za jedyne oświetlenie mając lampkę nocną z zielonym kloszem. Tym sposobem dłuższa praca sprawiała, że miał skurcze nadgarstka i bolały go oczy. A pisał tak bez przerwy kilka godzin. W ostatnim tomie powieści W poszukiwaniu straconego czasu napisał, że „dzieła, niczym w studniach artezyjskich woda, sięgają tym wyżej, im głębiej cierpienie wryło się w serce”. Gdy był zbyt zmęczony, by się skoncentrować, brał tabletkę kofeinową, a kiedy chciał w końcu zasnąć, dla równowagi przyjmował veronal, lek usypiający.
Ostatnie trzy lata swojego życia Proust spędził w większości w swojej sypialni, śpiąc w dzień, a w nocy pracując nad powieścią.
W 1912r. napisał: „To naprawdę odpychające podporządkować całe życie pracy nad książką”.