
„Budzę się codziennie rano, podgrzewam w kuchni kawę,
nalewam do dużego kubka, niosę kubek do gabinetu, siadam przy biurku i
uruchamiam komputer (czasami tęsknię za liniowanym papierem i długo używanym i
ukochanym grubym piórem Mont Blanc). Zaczynam się zastanawiać: „No to o czym by
tu napisać?”. Jestem w takich chwilach naprawdę szczęśliwy. Pisanie nigdy nie
wydawało mi się męczące – mówię to szczerze. Nigdy też (na szczęście) nie
zdarzyło mi się przeżywać męki twórczej z powodu tego, że nie mogę pisać. Myślę
wręcz, że gdyby mi to nie sprawiało przyjemności, pisanie nie miałoby w ogóle
sensu. Nie mogę się pogodzić z ideą pisania jako ciężkiej pracy. Według mnie
powieść to coś, co w zasadzie powinno samo łatwo się narodzić.”
Dodajmy, że jest to pisarz, który nigdy nie miał kryzysu
twórczego.
„Zawód: powieściopisarz”
Wyd. Muza 2017r.
288 str.